Przygotowałam gorącą czekoladę i przelałam do termosu, a w drodze na lotnisko kupiłam drożdżówkę. Jak się okazało trafiłam w dziesiątkę, bo Pablo był głodny do tego stopnia iż zaczął pałaszować drożdżówę już w autobusie. Odkręcił też termos z czekoladą i wlał ją sobie do kubka. Posilając się opowiadał mi coś bardzo rozemocjonowany. Swoją wypowiedź chciał podkreślić gestami i tak czekolada momentalnie znalazła się na jego spodniach. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, a moje rozbawienie jeszcze wzrosło, gdy okazało się, że to jedyne spodnie, które zabrał na 4-dniowy wypad do Gdańska...
Od tamtego czasu mimo, że przecież mieszkamy daleko, to widzieliśmy się parę razy, sporo gadamy, raz częściej, raz rzadziej, ale zawsze potrafi rozbawić mnie swoim czarnym humorem. Bardzo często rozmawiając, sprzeczamy się na żarty, a gdy wspominamy dzień w którym się poznaliśmy, to Pablo ma w zwyczaju wmawiać mi, że to JA wylałam na niego tą czekoladę i oczywiście zrobiłam to specjalnie... ;)
Dziś mijają dokładnie dwa lata od kiedy plama czekolady pojawiła się na spodniach Pabla. Gdy ostatnio gadaliśmy to wydawał się on trochę przybity (ach ta jesień w Walencji ;)), więc postanowiłam go nieco rozbawić. Efekty poniżej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz