niedziela, 26 sierpnia 2012

król pasztetu

Zaszczytu zostania pierwszą "ofiarą" niespodziewanych niespodzianek dostąpi pewien kataloński amator polskich pasztetów (szczególnie tych z pomidorami). Poznałam go w czasie mojego Erasmusa w Tarragonie i od razu bardzo polubiłam. Z pewnością był jedną z pierwszych osób do, których nie wstydziłam odezwać się moim kalekim hiszpańskim, może dlatego, że on z kolei nie wstydził się od czasu do czasu wtrącić kilku z trudem nauczonych w czasie zagranicznych wojaży słów po polsku ("Mash fajnom dupem" itp.). No, ale nie darzę go sympatią tylko z powodu katalońskiego akcentu przy próbach oswojenia naszej mowy ojczystej. Przede wszystkim to chłopak o wielkim poczuciu humoru i wielkim sercu (zakochuje się tak średnio 3 razy na każdy nowy semestr Erasmusów), z którym w przeciwieństwie do wielu Hiszpanów można pozwolić sobie na żarty z lekkim podtekstem nie obawiając się, że za chwilę będzie chciał wszczynać jakiś romans.

Ponieważ w czasie tegorocznych wakacji biedak wykorzystał już niemal cały należny mu urlop, to uznałam, że przyda mu się nieco przyjemności w życiu chociażby w postaci polskiego pasztetu. Ponieważ produkt ten uważany jest przez mojego katalońskiego kolegę za wyjątkowy specjał to uznałam, iż zasługuje on na równie wyjątkową oprawę. Zasiadłam zatem do tzw. prac plastycznych i tak oto powstało opakowanie godne (mam nadzieję) tego niezwykłego smakołyku. Oto efekty mojej twórczości:



Ekskluzywne opakowanie już obłożone w papier, zaadresowane i jutro z rana na pocztę. A w oczekiwaniu na reakcję obmyślanie następnej niespodzianki dla kolejnej, niczego nieświadomej "ofiary"... ;)

sobota, 25 sierpnia 2012

pomysł

Kiedy film "Amelia" pojawił się w 2001 roku na ekranach kin, zakochałam się w nim od pierwszego obejrzenia.  Widziałam go już wiele, wiele razy (w tym co najmniej 3 razy w kinie), ale zawsze znajduję w nim coś innego i inspirującego. Główna bohaterka ujęła mnie swoją pomysłowością i poczuciem humoru. Dawno już wpadłam na pomysł, aby tak jak ona spróbować uszczęśliwiać ludzi za pomocą małych niespodzianek. Może zresztą "uszczęśliwiać" to trochę duże słowo, chciałabym po prostu, by osoby, do których niespodzianki będą adresowane chociaż przez chwilę uśmiechnęły się, a może uda się, by dobry nastrój towarzyszył im cały dzień...

Będę starała opisywać tutaj sposoby, w jakie postaram się umilać życie moim bliższym i dalszym znajomym. Miłego czytania! Pierwsza dzianka niespo już w przygotowaniu!